niedziela, 30 marca 2014

Pechowy tydzień

Ta notka nie doda nikomu pozytywnej energii, chyba, że ktoś lubi czarny humor...

To był najbardziej pechowy tydzień, jaki miałam w życiu! Zawsze coś się dzieje, ale żeby za każdym razem coś aż tak zaskakującego, to chyba jeszcze nigdy nic!

Zaczęło się w piątek tydzień temu po kolacji. Przez przypadek zbiłam miseczkę glinianą na kafelkach w kuchni. Siedziałam na nodze i tak mi stopa ścierpła, że jak wstałam to straciłam równowagę, runęłam jak długa z tą miseczką w dłoniach. Tylko zdążyłam pomyśleć "O-oł". Nie chciałam się przyznać, więc posprzątałam i nie było śladu. Za chwilę, znowu w tym samym miejscu, ruszyłam ręką i niechcący zepchnęłam zegarek ze stołu. I trach, roztrzaskała się szybka o kafelki.

Wyszłam z Bartkiem na piwo do parku. Otworzyłam, ale jeszcze chciałam wyciągnąć chusteczkę z torebki, więc postawiłam obok na ławce. Bach, poleciało całe pod ławkę i została mi 1/4 płynu w puszce :P

Reszta tamtego weekendu już jakoś spoko.

Poniedziałek, trochęśmy się nie porozumieli z moją grupą i był kwas. Nie lubię jak nie mówią po angielsku przy mnie, ale chyba tego nie czają.

W środę dowiaduje się, że oprócz (i tak wysokiego) czynszu, muszę jeszcze płacić wszystkie rachunki oddzielnie. Szlag mnie trafił, bo dowiedziałam się tego w najgorszym możliwym momencie. Mogłam przez miesiąc czegoś szukać, a tu nagle to wyszło, bo zaczęłam dopytywać. No i współlokatorka niezbyt miło mi powiedziała, że jeśli chcę to mogę się do kwietnia wyprowadzić. Szok. Niedowierzanie. Katastrofa. Co ja teraz zrobię?! W pracy nie mogłam nic szukać, tylko w domu, a tu problemy z internetem i po pracy to już brak sił... Znalazłam coś w piątek, byłam w trzech miejscach w sobotę. W dwóch były to mieszkania z pokojem przechodnim, czyli albo ktoś by mi przez pokój przełaził albo ja komuś (i akurat wypadło na matkę, samotnie wychowującą dziecko, która ni słowa po angielsku, za to po francusku i po rosyjsku). W trzecim pokój był osobno i to z kluczem, ale... strasznie stary budynek, stare wyposażenie. Nawet czyste, ale stare, dywan okropny, stary, ciemny i wydawało się, że brudny. Wydawało się, że każdy w tym mieszkaniu jest tak odosobniony, jakby ten pokój był na jakiejś samotnej, wysokiej, wieży. Łazienka i kuchnia malutkie, prawie nie wyposażone. No i iść na to tanie mieszkanie czy nie... O to jest pytanie, ehh...

Wczoraj też zgubiłam kartę na metro, która właśnie dlatego, że kończyła ważność, była mi potrzebna by odzyskać kasę z firmy (finansują przejazdy). W drodze by kupić nową, jakaś pani na ulicy została obrabowana przez dzieciaka. A dzisiaj w carrefourze zapomniałam wziąć, albo nie wiem co z nią zrobiłam, czekolady-na-pocieszenie. No nie ma, no po prostu nie ma nigdzie. Na rachunku? Nie wiem, nie rozumiem po rachunków po rumuńsku! Ale w tej cenie nie ma nic ;(

No i co tu robić? :(







sobota, 29 marca 2014

Zauwazyłaś jakies różnice?!


Różnice są na każdym kroku kulturowe i nie tylko, ale tez jest wiele wspólnych rzeczy. Nie chce się wdawać w stereotypy, chociaż wydaje się, ze niektóre się sprawdzają, jednak to wszystko i tak zaleźy od charakteru czlowieka. Mam natomiast kilka takich przypadkow, ktore sie powtarzaja u roznych osob.

- grosik
* Polska - walczymy z biedronkowym podejsciem "czy moge byc winna grosik?" i zaczynamy sie upominac o kazdy niezwrocony grosz, a podane zdanie istnieje juz prawie jako powiedzenie ludowe
* Rumunia - 1 bani, czyli rumunski grosz, nie jest warty nawet tyle co polski jego odpowiednik, wiec go nie szanuja. To jest normalne, ze w sklepie nie wydadza mi 2 bani reszty gdy koncowka jest np. 0,38. A w przypadku 0,89 zaokraglaja do 1 leia. I zycie wydaje sie prostsze.

- lewoskret
* Polska - normalne swiatla lub zielona strzalka u(nie)mozliwiaja jazde w lewo
* brak swiatla w ogole dla pasa skrecajacego w lewo. Nawet, jesli za zakretem jest przejscie dla pieszych ze swiatlami. Predzej przejada pieszego zgodnie z zasada silniejszy ma prawo. Chociaz podczas tego miesiaca tylko raz mi sie taka sytuacja zdarzyla. Zwykle staja i tak, powodujac tym korek i trabienie samochodow czekajacych na przejazd w lewo a niedostrzegajacych przechodniow. Istne nieporozumienie

- ustepowanie miejsca starszym
* Polska - nie ustapisz babci to dostaniesz parasolka
* Rumunia - w metrze to pojecie nie istnieje. Kto pierwszy dotknie tylkiem siedzenia, tym lepszy.

- zupy miesne
* Polska - istnieja niedostrzegalne, czesciej gulasz niz zupa
* Rumunia - kazdego dnia na stolowce sa dwie zupy do wyboru - warzywna za 4 leie i miesna za 5. Taka miesna, razem z bula mozna sie niezle napchac. Ale warzywna tez jest spoko.

- tlumaczenia obcojezycznych filmow wyswietlanych w TV
* Polska - lektor
* Rumunia - napisy, wydaje mi sie, ze dzieki temu lepiej mowia po angielsku, maja duzo bogatsze slownictwo

- palenie w pubach
* Polska - marudzili, marudzili, ale w koncu sie przyjelo i jest bardzo sympatycznie
* Rumunia - obowiazuja tu takie same przepisy jak w PL, ale nikt ich nie toleruje, oprocz bardzo znanej restauracji (Caru cu Bere). Normalnie by chyba 3/4 pubow siedzialo na dworze, gdyby te przepisy byly zywe. Tak bardzo duzo osob pali, ze to tylko niepalacych trzeba izolowac.

- taksowki
* Polska - drozyzna, oplata za trzasniecie drzwiczek, nie wszystkich na nie stac, roznokolorowe
* Rumunia - zolte, podobnie jak w USA, i bardzo tanie!!! Dobre taxi kosztuje 1,39 za kilometr. A co to jest kilometr w miescie! Czasami bywa tak, ze nie chca podwozic, jesli jest za blisko, bo za 2 leie to sie nie oplaca :D Jest to super cena, tym bardziej, ze np. noca nie jezdzi metro. Zdarzaja sie oszukancy, ale to jak zwykle. No i jak wyczaja, ze obcokrajowiec jest pierwszy dzien i wioza go z bagazem, to od razu sobie sami doliczaja sluszny napiwek.

- stosunek do sprzatania
* Polska - jaka matka polka jest, kazdy wie
* Rumunia - wydaje mi sie, ze wiele stereotypow, ze brudasy itp wzielo sie z ich olewczego stosunku do porzadku. Wylalo sie cos? Nie szkodzi, wyschnie. O papierek spadl? Nie szkodzi, poleci. Kiedys to sprzatne, ktos obiecal, ze to zrobi (rok temu) itd. Olewanie, zniechecenie to najczestsze wady Rumunczykow.

- euro
* Polska - stronimy od euro
* Rumunia - ceny za mieszkanie (wynajem i zakup) i czasami inne, podawane sa w euro. Doprowadza mnie to szewskiej pasji, to ciagle przeliczanie, ale trzeba przyznac, ze to bardzo cwaniackie.


Bez różnicy:
- pieniadze; zloty [PLN] i lei [RON] prawie w ogole sie nie roznia. No, troszke tylko zlotowka jest silniejsza, ale obie waluty sa tak samo niestabilne, pewnie dlatego dobrym rozwiazaniem jest opisane powyzej traktowanie wszystkiego w euro.

...chyba mogłabym tak wymieniać bez końca...


niedziela, 23 marca 2014

Wiosna!

Pierwszy Dzień Wiosny w Rumunii przypada na 1. marca. Z tej okazji panowie wręczają paniom kwiaty (nie goździki, bardziej egzotyczne) a panie stroją się w branzoletki, broszki i inne w barwach biało-czerwonych.

Dzisiaj, ponad 20 dni po tamtym święcie pogoda jest cudowna, piękna niedziela. Tym bardziej, że znalazłam polską Mszę i ksiądz (Rumun) był bardzo w porządku, taka mała społeczność, wszyscy się znali. Grał też organista polskie pieśni i bardzo ładnie śpiewał. Kościółek także niezwykle uroczy.

Potem poszłam na spacer, bo słońce grzeje przyjemnie, a mnie robota w domu czeka ;) Więc żeby uprzyjemnić ją sobie trochę, zakupiłam covriga (kowridża) z czekoladą, którego zajadam właśnie do kawusi. Kawunia w kubku na pamiątkę 1. marca.



Witaj wiosno!



wtorek, 18 marca 2014

A co Ty tam w ogóle robisz?

Ja tu Proszę Państwa, pracuję!

Miał być staż/praktyki z AIESEC, a jest normalna umowa o pracę i bezterminowy kontrakt.

Co robię dokładnie?

Pracuję w firmie oursourcinowej ACCENTURE, jako pomocna dłoń dla klientów. Kiedy mają problem z systemem, który obsłlugujemy, coś im nie działa, źle się wpisało, to ja to analizuję, o co chodzi i przekazuję technikom do zrobienia. Technicy z Włoch lub z Indii już potem nad tym główkują co i jak zrobić, a ja się tylko uśmiecham. Pięknie! Praca 9h (bo w tym godzinna przerwa obiadowa), średnio zaczynam od 10.

Do pracy jadę metrem ok. 20 min, ale i tak ok. 9:20 muszę wyjść z domu by dojść do stacji. Mam jeszcze zapas, mogę pojechać późniejszym jakby co, ale jak wyjdę o czasie to jestem chwilkę przed 10. w pracy i spokojnie zaczynam dzień bez rumieńca wstydu za spóźnienie.

Wracam, coś kucharze, jem, siedzę w necie (znowu komp) i lulu :)

Pobudka o 7:30.

A teraz odejmijcie sobie jedną godzinę od mojego rozkładu dnia to wyjdzie Wam czas polski :) Sama sie sobie dziwie, jak ja wcześnie wstaje... nie fair ;( 

niedziela, 16 marca 2014

No to opowiadaj, jak ci tam

Opowiedziałabym najchętniej wszystko od początku, ale... spokojnie!

Dopiero dwa tygodnie tu jestem, choć wrażeń już mnóstwo to jednak mało czasu żeby to tak opisać na raz. Będę tu rok, przynajmniej, więc na razie powolutku wszystko. Na start - pierwsza galeria zdjęć już jest. Będzie więcej, będę opisywać, opowiadawać, pokazywać.

Pozdrawiam!